Secret Service – O tym jak sentyment zabił po raz drugi…

TwitterFacebookGoogle+PocketWykopPinterest

5858018040_07813b7134_b

O reaktywacji Secret Service po raz pierwszy miałem pisać w lipcu, kiedy wyszło na jaw, że pismo wraca. Druga okazja, nadarzyła się w październiku, kiedy dostałem 1. numer pocztą. Znowu nie skorzystałem. No i w końcu się zebrałem. Szkoda tylko, że jest już po wszystkim.

Na temat tego w jakich okolicznościach wszystko się posypało i dlaczego Secret Service stał się Pixelem mogliście przez ostatnie dni czytać chyba we wszystkich branżowych serwisach. Strzał w kolano i kompromitacja. Tym bardziej, że mimo braku porozumienia „wewnątrz”, wciąż można było to załatwić szczerze i normalnie w kwestii wszystkich kłamstw, które sprzedano czytelnikom aka. fundatorom pisma. Szczerze mówiąc, najbardziej obawiałem się o ekipę Polak Potrafi, która nic nie wiedziała o całych „kulisach sprawy”, ale kiedy zobaczyłem filmik, który opublikowali kilka godzin po pierwszym oświadczeniu Secret Service (a raczej już Pixela), to chyba uspokoiłem się, że jakoś sobie poradzą. Nie znam dokładnych danych, ale podejrzewam, że duża większość osób, które wsparły reaktywację Secret Service, w życiu nie dofinansowały żadnego projektu na Polak Potrafi. Społeczność SS i społeczność PP, która żyje crowdfundingiem to dwie różne grupy i mam nadzieję, że ci drudzy, nie stracą jeśli chodzi o wiarygodność marki. Nawet jeśli sprawa dotrze do nieinternetowych mediów, oderwanych od świata wirtualnego, to przecież nie jest pierwszy fuckup w świecie finansowania społecznościowego (w tej kwestii, polecam pierwszy odcinek najnowszego sezonu South Park). Kamil, ja jestem spokojny o Twojego tatę. Wierzę, że jeden news w wiadomościach, o nikczemnych oszustach z Internetu, nie wpłynie do końca życia na jego postrzeganie crowdfundingu ;).

10547868_10152414083145044_1226397232522918596_o

Tak jak napisałem, zainteresowani tematem, na pewno naczytali się już na temat tego kto, co i dlaczego, więc nie będę już pisał o tym, komu hajs się zgadza i gdzie nie użyto mydła. Tak naprawdę chciałem zwrócić uwagę na coś innego. Sam wydałem całe 16 złotych na reaktywację Secret Service. Dostałem pierwszy, papierowy numer pocztą. Oczywiście w wersji ze starą, czerwoną okładką i logo z lat 90. Tak, tą samą, która co jakiś czas wystając gdzieś z półki, przypomina mi teraz o mojej kolekcji starych Secretów, którą odziedziczyłem jeszcze po moim ciotecznym bracie, a którą pod koniec podstawówki oddałem do szkolnej biblioteki. Mój sentyment do tamtych czasów i do moich nieco zniszczonych, oddanych numerów pisma, był zasadniczo jedynym powodem, dla którego chciałem zobaczyć Secret Service w nowej odsłonie. Moje granie ogranicza się głównie do platform mobilnych, starego DSa i Pegasusa, który wciąż kurzy się obok telewizora CRT. Nie ciągnie mnie do nowych gier (ok, to że tydzień temu dwa weekendy pod rząd, do rana męczyłem Kijek Prawdy, uznajmy za wyjątek potwierdzający regułę), dlatego dopóki na rynku nie pojawi się pismo o hand-heldach albo starych gierkach, raczej nie będę zainteresowany. Mimo mojej sympatii do magazynu sprzed lat, nie nakupiłem kubków, plakatów, zapasu numerów na następny rok i wszystkich innych gadżetów, które były dostępne na Polak Potrafi. Stąd może, nie potrafię zrozumieć frustracji wszystkich tych, którzy czują się tak bardzo oszukani. Zastanówcie się, czy chcieliście mieć na rynku nowe czasopismo o grach, czy po prostu Secret Service, jaki pamiętacie z młodości. W pierwszym przypadku, wszystko, poza nazwą pozostanie bez zmian. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. W żadnym wypadku nie usprawiedliwiam całego wała jaki miał miejsce. Chodzi mi tylko o to, że na dobrą sprawę, dostajecie to samo pismo, którego dwa numery, mieliście okazję już przeczytać. Nie zmieni się nic poza nazwą. Zawartość pisma i jakość tekstów, mogliście ocenić po pierwszym numerze. Niezależnie od tego, czy kupiliście 6 egzemplarzy Pixela czy Secret Service, decydując się na taki zakup i tak braliście kota w worku. Ja po przeczytaniu pierwszego numeru, wiedziałem, że będzie to ostatni, który kupiłem. Czy to jako Pixel czy jako Secret Service. Tak jak napisałem wcześniej, to po prostu nie do końca ten content, którego szukam. Co innego, jeśli najbardziej boli was właśnie ta zmiana nazwy. Bo tu wkraczamy na grunt dużej naiwności i sentymentów, przez które cała ta akcja w ogóle miała miejsce.

Secret Service czytaliśmy w latach 90. W naszych domach pojawiały się pierwsze komputery. Gry były postrzegane jako rozrywka dla dzieci a fandom graczy można było przyrównać do takich samych dziwaków jakimi są dzisiaj dorośli fani kucyków Pony. Jeśli porównanie jest przesadzone to sorry, ale jestem wciąż w stanie wielkiego szoku po obejrzeniu TEGO materiału. Wracając jednak do tematu. Nie da się przywrócić tamtych czasów. Cała magia polegała na tym, że Secret Service był jednym z niewielu okien na świat gier, przez które mogliśmy wtedy spojrzeć. Tylko nieliczni mieli wtedy internet, a nawet jeśli, to ten w wersji 1.0, gdzie tak naprawdę niewiele jeszcze można było znaleźć. Pismo tworzyli młodzi ludzie, zajarani swoją komputerową pasją. Czy ktokolwiek, kupując nowy Secret Service, wierzył w wielkie odrodzenie? W pismo, jakie mają odgrzewać starzy ludzie (sorry… niech będzie „niekilkunastoletni”), którzy już dawno pozakładali rodziny i po 2001 roku, rozeszli się w zupełnie różne strony? Ja naprawdę kibicowałem. Irytowały mnie wszystkie komentarze hejterów i sceptyków, którzy wiedzieli wszystko o nowym Secret Service, jeszcze zanim ukazał się ten pierwszy numer. Nie miałem jednak złudzeń, że nagle z jednym czasopismem wrócą magiczne czasy lat 90. I tu dochodzimy do tego, co zabiło nasze ulubione pismo po raz drugi.

2438552580_cc2003a5f1_b

Jesteśmy sentymentalni i świadczy o tym prawie 300 tysięcy złotych, uzbieranych na reaktywację czasopisma o grach. Jak na wskrzeszenie magazynu, to naprawdę kupa kasy. Gdzieś czytałem, że wszystkie nasze wspomnienia z młodości, tak dobrze nam się kojarzą, ponieważ towarzyszyła im beztroska dzieciństwa. To niestety działa i jest sprytnie wykorzystywane w marketingu. No bo kto wsparłby projekt czasopisma, który po prostu tworzyliby twórcy dawnego Secret Service? Dzieciaki już dawno, w poszukiwaniu newsów o grach przeniosły się do sieci a z tego co wiem, jedyne trzymające się jeszcze na rynku czasopisma o tej tematyce, to CD Action i PSX Extreme (poprawcie mnie, jeśli się mylę). Prasa papierowa naprawdę nie ma obecnie łatwo. Ale tak na prawdę, to my daliśmy się ponieść naszym sentymentom i temu, że wszyscy zapragnęliśmy powrotu Secret Service. To przecież nie pierwszy przypadek takiej reaktywacji. Jakieś 2-3 lata temu zaczął się boom na gadżety z PRLu: firmy odzieżowe, gry, ozdoby, hasła. Później była reaktywacja FRUGO, która, jak dobrze pamiętam, zaczęła się od strony na Facebooku, gdzie pojawiły się tysiące lajków. Dzisiaj, na Instagramie Krzyśka Gąciarza widziałem reaktywację czerwonej oranżady, serwowanej w retro butelkach. Jakby tak usiąść i pomyśleć, znaleźlibyśmy jeszcze dziesiątki innych przykładów. Problem w tym, że tamte czasy już nie wrócą. I żadna oranżada oraz żadne Frugo, nie będą już smakowały tak samo. Dlatego przed reaktywacją Bajtka lub Gamblera, dobrze się zastanów, czy jesteś gotów na zderzenie z rzeczywistością 2015 roku. Kup sobie jeden numer i racjonalnie oceń jakość treści a kiedy ktoś postanowi zmienić mu nazwę na Megabajt albo Punter, zastanów się co to tak na prawdę zmienia…

Zdjęcia: Betsy Weber, Gabriel Tanasa, Koszulkowo

TwitterFacebookGoogle+PocketWykopPinterest
Bookmark the permalink.